niedziela, 14 września 2014

Rozdział 5 "Problemy"

Wbiegłam do mojego pokoju,przeszukałam każdą szafkę,wszędzie leżały moje ciuchy.Nie panowałam nad sobą w tamtym momencie,trzęsły mi się ręce,gdy znalazłam szukaną rzecz.Wyciągnęłam z paczki papierosa i szybko odpaliłam go.Zaciągnęłam się głęboko dymem.Tak dawno nie paliłam.Od czasu kiedy Jack się obudził.Podeszłam do okna i otworzyłam na oścież.Weszłam na balkon i oparłam się o barierkę,zamykając oczy i uspokajając się dymem nikotynowym.

Retrospekcja

-Kto to był do cholery Jack!-krzyknęłam w samochodzie.
Ponownie dotknęła mnie cisza.Byłam na skraju wytrzymałości.Tylko on potrafił mnie doprowadzić do tego stanu.
-Zatrzymaj samochód.
Zatrzymał go.Wysiadłam z samochodu i szłam w stronę domu.Prawie biegłam.Jack cały czas koło mnie jechał.
-Wejdź do samochodu-odezwał się.
-Wypierdalaj-krzyknęłam w jego stronę.
-Cat do cholery!
Jack wysiadł z samochodu i zastawił mi swoim ciałem drogę.Uwierzcie nie chciałam się kłócić w końcu było już tak dobrze,ale ten facet,było widać,że to poważna sprawa,a on nie chce mi nic powiedzieć.Boże jestem za niecierpliwa?Bzdura.To on nie chce nic powiedzieć.
-Co?-warknęłam.
-Uspokój się i wsiadaj do samochodu.
-Nie.
Wyminęłam go,ale złapał mnie za nadgarstek.Patrzyłam się w dal,widziałam już swój dom,do którego chciałam w tym momencie wrócić.Chciałam uciec od tej rozmowy.
-Stara znajomość,mówiłem ci-mruknął.
-Coś więcej?Widocznie nie macie za miłych wspomnień ze sobą.
-To nie ważne.
Spojrzałam na niego.
-Nic ważnego?Justin,to nie wygląda na nic ważnego.To poważna sprawa.Groził ci.
-Poradzę sobie.
-Jak na wyścigach?Nie mam zamiaru ponownie cię stracić.
-Nie stracisz.
Dotknął mojego polika,delikatnie głaszcząc go kciukiem.Cofnęłam się o krok do tyłu.
-Nie chce kolejnej obietnicy.
Odeszłam od niego i szybko szłam do domu.Zostawiłam go samego.

Nie obracaj się.Nie waż się obrócić.

Koniec retrospekcji

Tak ciężko było mi odejść od osoby,którą kocham nad życie...

***

Jay w ogóle sie nie odzywal, nie mialam z nim kontaktu. Bałam sie, ze juz zawsze tak bedzie. Logan próbował nie mówić w moim towarzystwie na jego temat. Zamknęłam sie w sobie, znowu. Wróciłam do starych nawyków. Co bylo złe.  Przeniosłam sie także do starego domu. Tata miał nie długo przyjechać ze swoja dziewczyna. Nie mogłam sie doczekać aż w końcu poznam ta kobietę.  Posprzątalam caly dom, bo strasznie sie zakurzyl pod nasza nieobecność.  Przejrzalam stara pocztę z tamtego roku. Przyszly dokumenty z uniwersytetów.  Kiedy jeszcze Jack nie zapadł w spiaczke powysylalam kilka zaświadczeń o przyjęcie na studia. Z tego co widzę dostałam wiele potwierdzających listów,  ale bylo za pozno. Studia, teraz, nie sa dla mnie. Kiedyś marzyłam o wielkiej przyszłości, mieć świetną pracę, żeby nie brakowało mi pieniędzy, na zachcianki. Teraz jednak to nie moja bajka.
Cały tydzień szykowałam się na ten dzień. Przyjazd mojego ojca. Logan pojechał po nich na lotnisko, a ja kończyłam obiad. Moje umiejętności kucharskie znacznie wzrosły, po mieszkaniu z chłopakami, którzy potrafili tylko zamówić pizze. Przygotowałam ulubione danie taty, spaghetti. A na deser mus czekoladowy, który kochałam. Miałam słabość do czekolady. Udekorowałam stół. Położyłam świeczki, które były całe białe, porozkładałam sztuce i poprawiłam dodatkowe dekoracje. Ubrałam się w zwiewną sukienkę, która była idealna na dzisiejszą pogodę. Było cholernie duszno na zewnątrz, do tego parzące słońce w skórę nie pomagało. Na szczęście nasz dom był obsłużony w klimatyzację. Dzięki temu, mój delikatny makijaż na twarzy nie spłynął. Jednak denerwowałam się przyjazdem taty. Bałam się, że może się domyślił, że jego dzieci są w najniebezpieczniejszym gangiem w całym Miami. Słysząc dobiegające głosy na gangu, odepchnęłam z głowy złe myśli, poprawiłam strój i poszłam do korytarza, który odnowiłam trzy dni temu, malując ściany, na ciemniejszy beż, niż był wcześniej. Meble o wiele lepiej pasowały do tego koloru. Drzwi otworzyły się ukazując mojego ojca, który wyglądał o wiele lepiej, niż wyjeżdżał, brakowało mu zarostu, który zawsze nosił, włosy wyglądały na zdrowsze i jaśniejsze, w oczach widziałam błysk szczęścia. Dawno nie widziałam go takiego. Wyglądał na wypoczętego. Spojrzałam na jego sylwetkę, przytył odrobinę, a jego skóra zbladła. Rosja widocznie nie służy taką samą pogodą jak u nas. Spojrzałam na rudą kobietę, po jego prawej stronie. Była cała blada, jakby nie miała żadnego dostępu do słońca. Włosy kaskadami opadały na jej ramiona, zakrywając biust, który był i tak zakryty przez jasną bluzkę, która opinała idealnie jej figurę. Była szczupła, o wiele szczuplejsza niż ja. Ma zielone oczy, które oglądały całą mnie, próbując chyba znaleźć wady. Uśmiechała się jednak przyjacielsko, co całkowicie łagodziło jej spojrzenie. Krótkie spodenki, dzięki bogu, zasłaniały całe jej pośladki. Była niższa od mojego ojca, ale nie starała się widocznie "urosnąć", miała na sobie czarne trampki. Uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę. Logan stojąc nadal w tym skwarze był widocznie nie zadowolony, bo cały czas mrużył oczy i skrzywiał się. Rzuciłam się więc szybko w objęcia ojca, który pachniał mieszanką mięty i silnych męskich perfum. On także mocno mnie objął w talii i podniósł delikatnie do góry.
-Moja mała dziewczynka-mruknął cicho.
Zachichotałam cicho. Był dawnym sobą. Przypomniały mi się czasy dzieciństwa gdy tak się do mnie zwracał. Kobieta spojrzała na mnie z rozbawieniem.
-Caroline to jest Blanka.
Podałyśmy sobie obie dwie dłonie. Zaprosiłam ich do środka, było za gorąco aby siedzieć na gangu. Tata pochwalił mnie za przemalowanie korytarza, tak samo jak ja uznał, że świetnie pasuje do mebli. Weszliśmy do jadalni i kazałam zasiąść gościa przy stole. Natomiast wzięłam Logana za rękę i poprowadziłam do kuchni. Spojrzeliśmy na siebie. Spodobała mu się. Było widać. Czułam to. Gdyby tak nie było chodziłby cały spięty. Nie znałam kobiety, ale przypadła mi do gustu, jej przyjacielska twarz mówiła: "Możesz mi zaufać". Nie byłam pewna, czy nie jest czasem po prostu dobrą aktorką. Na razie nie będę jej oceniać. Ojciec jest szczęśliwy, muszę się cieszyć jego szczęściem, nawet jeśli jej nie polubię. Kazałam mu zabrać dwa talerze dla nas z daniem głównym, a wzięłam pozostałe dwa. Podałam ostrożnie talerzy. Cały czas rozmawialiśmy. Wypytywałam się ich jak jest w Rosji. Blanka bardzo dobrze się posługiwała angielskim, ale było słychać, że jet rosjanką, czasami nie dokładnie wymawiała slowa, bo za twardo je wymawiała, ale rozumiałam co mówi. Przymknęłam na to oko. Ja jak i Logan dostaliśmy mnóstwo pytań, co robiliśmy itp. Kłamaliśmy jak z nut. Nie powiem przecież: "Zabiłam kilka ludzi, nic wielkiego". Nie było źle. Jednak najgorsze pytanie wypadło na deserze, w moją stronę. O moje studia. Przeklęłam w myślach. Zastanowiłam się szybko.
-Chciałam zrobić roczną przerwę.
Dobre kłamstwo. Ojciec jednak był zdenerwowany moją odpowiedzią. Ruda widząc sytuację w jakiej jestem i zachowanie swojego chłopaka, próbowała mi pomóc.
-Świetny pomysł. Też miałam rok przerwy. Byłam wypoczęta po ciężkich latach w liceum. Ty pewnie także wypoczywasz.
Puściła mi mało widoczne oczko, ale Logan to zauważył i uśmiechnął się, próbując powstrzymać śmiech. Kiwnęłam głową.
-Zrobiłaś to, żeby odpocząć?-zapytał tata.
Kiwnęłam znowu głową, nie potrafiłam nic powiedzieć. Czułam się jak śmieć. Tak kłamać własnemu rodzicowi w twarz. Zwłaszcza, że chyba nigdy nie pójdę na studia. Jednak odpuścił mi. Tym razem wypytywał Logana o pracę. Mój brat ożywił się. Kochał swoją robotę, którą rozpoczął nie dawno. Zajmował się sprzętem akustycznym. Obsługiwał sprzęt na wielkich imprezach w Miami, dyskoteki, muzyczne konkursy. Lubił to. Chłopacy z naszego gangu też poszli do roboty. Każdy poszedł na coś innego i gdy tylko słuchałam ich opowieści o ich zawodzie to czasami nie potrafiłam powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Kiedy siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy na rożne tematy ktoś zadzwonił do drzwi. Pogoda za oknem już schłodziła się, w końcu zbliżał się wieczór. Logan postanowił otworzyć, jednak gdy przyszedł z powrotem nie wyglądał na zadowolonego. Kiwnął tylko głową, że ktoś przyszedł do mnie. Wstałam ostrożnie. Nie spodziewałam się nikogo. Mag miała kolejną randkę z Adamem, zresztą wiedziała, że tata przyjeżdża. Podeszłam do drzwi frontowych. Bojąc się otworzyć, jednak zrobiłam. Delikatnie nacisnęłam na klamkę i pociągnęłam w moją stronę drzwi. Na mojej twarz na pewno wymalował się szok. Stał tam on, z głową zwisającą w dół. Nie wyglądał jak on. Jego ciuchy były pogniecione, buty brudne, włosy nie na żelowane, leżały płasko na jego czole. Nie pasowało mi tutaj nic. Myślałam, że mam zwidy. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, widząc wielkiego siniaka pod okiem, prawie pisnęłam z szoku. Wystraszyłam się. Chciałam się do niego przytulić, ale nie wyglądał jakby był w dobrej formie, więc zostałam na miejscu. Zresztą moje nogi odmawiały posłuszeństwa. Trzymałam się kurczowo drzwi, próbując nie upaść. Spoglądał w moje oczy, jakby szukając mojej duszy. Nie wiedziałam żadnego błysku w jego oku. Jest źle. Na ostatnich siłach podeszłam do niego i dotknęłam delikatnie jego polika. Przejechałam kciukiem po siniaku, który zmienił już barwę na ciemno-fioletowy. Zamknął oczy, próbując nie syknąć z bólu.
-Co ci się stało do cholery?-zapytałam szepcząc.

_______________________________________________

zadowoleni? kolejny rozdział. ciężko wypracowany.
INFORMOWANI - ZAPRASZAM

3 komentarze:

  1. wow, to jest swietne ! strasznie mnie wciagnelo...
    prosze, informuj mnie
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  2. Informuj mnie @olixum1 świetne opowiadnie :)

    OdpowiedzUsuń