Narrator:
Dwa
ciała pasujące do siebie
jak kropla wody. Czy to możliwe?Prawdą jest,że tak. Chłopak
całował ciało dziewczyny tak zapamiętale,jakby po tym wszystkim
miał ją stracić,zapamiętywał każdy fragment,co dziwnie nie
nudziło mu się to. Mógłby to robić cały czas. Doprowadzał ją
tym do białej gorączki. Drapała go po jego plecach. To będzie ich
cudowna pamiątka. Dzień wcześniej wyznali sobie miłość. Dwoje
kochających się ludzi,coś niesamowitego,coś co powinno trwać do
końca ich życia. Ale zawsze musi coś pójść nie tak,każdy to
wie. Zwłaszcza ich związek,który jest niesamowicie pokręcony.
Takie same charaktery wróżą coś złego. Czy to nie
prawda?Oczywiście,że prawda. Każdy z nas to wie. Jednak w tej
parze jest coś niezwykłego,coś co przykuwa każdego widza.
Ona-wielka wojowniczka,która zbyt wiele przeżyła zła w swoim
życiu,a dalej się trzyma,o niesamowitej urodzie,czy
On-gangster,którego każdy się boi,który nie zna takiego pojęcia
jak MIŁOŚĆ,przystojny brunet. A jednak! Złączyło ich
niesamowite uczucie. Nie przymulajmy już. Przejdę do rzeczy
bardziej istotniejszej. A dokładniej co ta dwójka ze sobą
wyprawia. Albo nie,odpuszczę wam ten moment,ważniejsze jest,co
działo się z nimi przez te kilka tygodni,które na początku
wyglądało jak wyjęty z romantycznego filmu(o zakazanej miłości),a
potem zamieniło się w piekło. Ale czy zakończy się Happy
endem?Zobaczycie.
-Carolina
Parker-
Początek
lata rozpoczął się dla mnie niesamowicie,w końcu był przy mnie
Jack i to na zawsze. Już dzisiaj ma wyjść ze
szpitala.Został mu tylko ślad rany,która potrafiła porządnie
krwawić. Umówiłam się z nim,że przyjadę po niego I razem
pojedziemy do jakieś knajpki.W szpitalu nie jadł żadnych
posiłków,bo jego zdaniem były ochytne. Jego mama co jakiś czas
przynosiła mu coś do jedzenia,ale to nie były wielkie porcje.
Czekałam przed szpitalem już z 10 minut,a jego dalej nie ma.
Wysiadłam z samochodu,oparłam się o drzwi i tupałam nogą.Jestem
cierpliwa,ale ile można czekać.Zauważyłam jak wychodził przez
duże szklane drzwi,z wielką torbą na ramieniu,kiedy mnie zauważył
uśmiechnął się.Podszedł do mnie I mnie pocałował.
-Długo
trzeba na ciebie czekać?-zapytałam,gdy tylko ocknęłam się po
pocałunku.
-To
przez mojego “cudownego” doktorka,zrobił mi jeszcze badania.
Jack
rzucił na tylne siedzenie torbę I usiadł za kierownicą.
-Chyba
oszalałeś,ja prowadzę.
-No
Cat,proszę...-zrobił tą swoją minę szczeniaczka,którą
nienawidziłam.
Rzuciłam
mu kluczyki I usiadłam na miejsce pasażera.Chłopak zaśmiał
się,rzuciłam mu lodowate spojrzenie.Kochałam go,ale jego
zachowanie potrafiło potwornie wkurwić.Pojechaliśmy do jakieś
mniej znanej knajpki.
-Dawno tutaj nie byłem-odezwał się.
Wyszliśmy oboje z samochodu,chłopak zamknął go kluczykiem i złapał mnie za dłoń.Uśmiechnął się do mnie.W tamtym momencie mogłam zrobić wszystko,jego uśmiech potrafił omotać człowiekiem.Poszliśmy oboje do knajpki i usiedliśmy w najbardziej odludnionym miejscu.Jack zamówił cały stolik jedzenia i pożerał wszystko w całości,ja jedynie przyglądałam mu się.Światło idealnie padało na jego lewą stronę twarzy,okazując kilka niedoskonałości,ale nadal był niesamowicie przystojny.Mogłabym godzinami oglądać,przeglądać się w jego morzu czekolady.Od zawsze mnie oczarowują gdy tylko na nie spojrzę.Mam nadzieję,że nie jestem totalną idiotką i ktoś też tonie w jego oczach.Kiedy schodziłam wzrokiem na jego usta,spojrzał na mnie.Zwróciłam ponownie uwagę oczom,ale przyłapał mnie na złym uczynku,uśmiechnął się w ten sposób,który uwielbiałam,łobuzersko.
-Nic nie zjesz?-zapytał.
-Nie jestem głodna.
Podsunął mi pod nos frytkę.
-Wiem,że chcesz.Za mamusie.
Spuściłam głowę,gdy wspomniał o mojej matce.
-Przepraszam,nie chciałem...
Przerwałam mu zjadając frytkę.Nie chciałam,żeby miał wyrzuty sumienia,że wspomniał o mojej mamie.Nic nie poradzę na to,że nie żyje.Uśmiechnął się do mnie,spuścił powietrze,widząc,że jest okej.
-Nie gniewam się-powiedziałam,aby go upewnić.
-To dobrze.
Pochylił się nad stolikiem i pocałował mnie w usta.Po kręgosłupie przeszedł mnie znany,przyjemny dreszcz.Jack uśmiechnął się przy moich ustach.Ktoś zaczął bić brawo.Odsunęliśmy się i spojrzeliśmy oboje w drugą stronę.
-Zakochana para ponownie razem.
-Zakochana para ponownie razem.
Spojrzałem na człowieka,który stał przed naszym stolikiem.Nie musiałem przyglądać mu się z bliska,żeby rozpoznać w nim Klausa.Wstałem gwałtownie z krzesła,które o mało nie wywróciło się do tyłu.Blondyn uśmiechnął się cwaniacko.Ludzie popatrzyli się w naszą stronę z zaciekawieniem.On uwielbiał publikę.To jeszcze bardziej go pobudzało.
-Kiedy wyszedłeś z więzienia?-zapytałem udając spokojnego.
Zastanowił się.
-Jakiś czas temu,kiedy ty leżałeś w śpiączce.Jednak ktoś inny cie dojebał,muszę złożyć tej osobie gratulacje.
Zaśmiał się.Usłyszałem szmer za sobą.Caroline.Cholera.
-Twoja dziewczyna się niecierpliwy.Uważaj na nią.
Puścił jej oczko i odszedł.Chciałem za nim ruszyć,ale ręka Cat zatrzymała mnie.
-Usiądź.
Usłyszałem jak przez mgłe jej głos.Cały się trzęsłem z nerwów.Jakiś kolejny sukinsyn położy dłonie na niej to kurwa zabije chuja.Usiadłem na przeciwko niej.Spojrzała na mnie poważnie,całkowicie opanowana.Ogromne przeciwieństwo mnie,teraz.
-Kto to był?-zapytała.
-Nic nie zjesz?-zapytał.
-Nie jestem głodna.
Podsunął mi pod nos frytkę.
-Wiem,że chcesz.Za mamusie.
Spuściłam głowę,gdy wspomniał o mojej matce.
-Przepraszam,nie chciałem...
Przerwałam mu zjadając frytkę.Nie chciałam,żeby miał wyrzuty sumienia,że wspomniał o mojej mamie.Nic nie poradzę na to,że nie żyje.Uśmiechnął się do mnie,spuścił powietrze,widząc,że jest okej.
-Nie gniewam się-powiedziałam,aby go upewnić.
-To dobrze.
Pochylił się nad stolikiem i pocałował mnie w usta.Po kręgosłupie przeszedł mnie znany,przyjemny dreszcz.Jack uśmiechnął się przy moich ustach.Ktoś zaczął bić brawo.Odsunęliśmy się i spojrzeliśmy oboje w drugą stronę.
-Zakochana para ponownie razem.
-Jack Carter-
-Zakochana para ponownie razem.
Spojrzałem na człowieka,który stał przed naszym stolikiem.Nie musiałem przyglądać mu się z bliska,żeby rozpoznać w nim Klausa.Wstałem gwałtownie z krzesła,które o mało nie wywróciło się do tyłu.Blondyn uśmiechnął się cwaniacko.Ludzie popatrzyli się w naszą stronę z zaciekawieniem.On uwielbiał publikę.To jeszcze bardziej go pobudzało.
-Kiedy wyszedłeś z więzienia?-zapytałem udając spokojnego.
Zastanowił się.
-Jakiś czas temu,kiedy ty leżałeś w śpiączce.Jednak ktoś inny cie dojebał,muszę złożyć tej osobie gratulacje.
Zaśmiał się.Usłyszałem szmer za sobą.Caroline.Cholera.
-Twoja dziewczyna się niecierpliwy.Uważaj na nią.
Puścił jej oczko i odszedł.Chciałem za nim ruszyć,ale ręka Cat zatrzymała mnie.
-Usiądź.
Usłyszałem jak przez mgłe jej głos.Cały się trzęsłem z nerwów.Jakiś kolejny sukinsyn położy dłonie na niej to kurwa zabije chuja.Usiadłem na przeciwko niej.Spojrzała na mnie poważnie,całkowicie opanowana.Ogromne przeciwieństwo mnie,teraz.
-Kto to był?-zapytała.
Witam was ponownie.Rozdział co prawda krótki,ale długo się męczyłam,żeby cokolwiek wymyślić.Mam już pomysł na kontynuacje tego opowiadania,więc proszę o wasz szacunek i skomentowanie tego rozdziału,bo bardzo się na pracowałam.
Dziękuję za uwagę i życzę miłego wieczoru:)
ciesze sie ze wyszedl ze szpitala, mam nadzieje ze wszystko miedzy nimi bedzie dobrze.
OdpowiedzUsuńRozdzial bardzo mi sie podoba, czekam na nn :)
Jej dobrze że z Jack'iem wszystko dobrze i że już wyszedł ze szpitala. Z niecierpliwością czekam na następny :)
OdpowiedzUsuń@daria_222
Przeczytałam dziś całe twoje opowiadanie i muszę przyznać, że całkiem fajne :) Z niecierpliwością czekam na next:))
OdpowiedzUsuńNie moge sie doczekac nn xdd <3
OdpowiedzUsuńświetny <3
OdpowiedzUsuń