niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 11 "Samoobrona"

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Od rana słyszałam hałasy na dole,stukanie garnkami,które nie przestawało.Powoli ubrałam się w dresy i koszulkę Logana,którą ostatnio "ukradłam".Włosy związałam w wysokiego kucyka i wyszłam na korytarz,trzymając się za głowę.Od tego hałasu pękała mi czaszka.Mój zaspany braciszek wyskoczył głową przez szparę,oddzielającą jego pokój,od korytarza.
-To ty tak trzaskasz?-zapytał.
-Nie,to chyba tata.
-Lub Jay.
-Jay?-zapytałam zdziwiona.
-On czuje sie tutaj jak u siebie.Znowu?
Spojrzał na mój T-shirt.Uśmiechnęłam się szeroko.
-Kiedy ty,to robisz,do cholery?-przejechał palcami po włosach.-Musze zamykać pokój,na klucz-dodał i schował się do swojej groty.
Zaśmiałam się,to i tak mu nie pomoże.Zeszłam powoli po schodach.Na szczęście trzaskanie ustało.Może to faktycznie Jack.Wczorajsze wydarzenie poszło w nie pamięć.Czułam sie,co było dziwne,dobrze.Weszłam do kuchni,która była w ogromnych rozmiarach,z delikatnymi kolorami wokoło.Uwielbiam te miejsce,wszystko się tutaj uzupełnia.Ku mojemu zaskoczeniu,po pomieszczeniu,krzątał się tata z kubkiem kawy.Uśmiechnął się do mnie,co jeszcze bardziej mnie zszokowało,ale zignorowałam to i powiedziałam po cichu "Dzień dobry" i zabrałam się za robienie śniadania.
-Obudziłem cię?-wychylił sie zza gazety.
-Nie,planowałam o tej godzinie wstać.
-Caroline,słuchaj.
Zwróciłam całą swoją uwagę na niego.Mój tata był ciemnym blondynem z lekkim zarostem,ale dodawał mu urody,męskości.Głębokie,niebieskie oczy.Jak morze.Był człowiekiem spokojnym,chociaż kiedyś też umiał żartować,bawić się.Był typem naukowca.Zawsze robił wszystko poprawnie,zawsze wyprostowany,zawsze z powagą.Czasem nie wiem co mama w nim widziała,ale gdyby tak spojrzeć w przeszłość,to był niesamowitym człowiekiem,warty bycia wzorem,uśmiechnięty,warty uwagi.Chciałabym mieć takiego mężczyznę przy sobie,który umie być jednocześnie poważny,a czasem wariatem.Umiejący zadbać o ciebie i rodzinę.To był mój typ.Wiem,że mama czuła się przy nim bezpiecznie.A dzięki temu,można zajść daleko.Teraz gdy na kiego patrzyłam to widziałam dalej męża,który jest wciąż w żałobie.
-Mam wyjazd do Rosji.Poszukują lekarzy.
-Na ile?
-Nie wiem,nie zgodziłem się.
-Zgódź się,jesteś dobry,potrzebują ciebie.
-I tak was tutaj zaniedbuję,a co będzie jak tam...
-Tato,masz dużo pracy,rozumiemy to.Nie zaniedbujesz nas.Jedź tam.-przerwałam mu.
To nie było szczere.Owszem zaniedbuje nas,ale rozumiem to,stara się przystosować do bycia samym,bez żony,ale nie chce,żeby wyjeżdżał i to tak daleko.Może mało jest w domu,ale jednak...Uśmiechnęłam się do niego,starałam się,żeby to było szczere.Myślę,że mi wyszło.Do kuchni wszedł Carter w luźnym stroju.Cały promieniał.
-Dzień dobry,panie Parker.
-Witaj.Logan jeszcze śpi.
-Pan wybaczy,ale dziś jestem po pańską córkę.
Spojrzał na nas zdziwiony.
-Czy ja czegoś nie wiem?-zapytał mnie.
Chciałam odpowiedzieć,ale ten dupek wszedł w moje słowo.
-Jesteśmy razem.Nie powiedziałaś?-zwrócił się do mnie.
Mojemu ojcu,od razu zmył się uśmiech z twarzy.Zresztą ja też byłam zaskoczona takim obrotem sprawy.Co za sukinsyn.
-Tato,to nie tak-zaczęłam.
Jack objął mnie w pasie.Spojrzałam na niego.Co on wyprawia?
-Da nam pan błogosławieństwo?
Zaśmiałam się nerwowo.
-Co ty odwalasz-zapytałam szeptem,żeby tylko on mnie usłyszał.
Mruknął do mnie i po wrócił wzrokiem na dorosłego.
-Tak-zająknął się.
-To do widzenia-krzyknął i wyprowadził mnie z domu.
-Co to było?-zapytałam gdy tylko drzwi zostały zamknięte.
-Przecież jesteś moją dziewczyną,zapomniałaś kotku?
Zatrzymałam się na chodniku.Kotku?Czy on oszalał?A może coś wziął?Nagle do głowy wpadła mi scenka z wyścigów.Ta sprawa z Ianem i udawanie pary.Idiota.Uderzyłam go w tył głowy,na co jęknął.
-Nie jestem twoją dziewczyną,Carter.
Zaśmiał się i rzucił mi spojrzenie w stylu "Mów co chcesz,i tak jesteś".Złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego sportowego wozu.Kątem oka zauważyłam tatę,spoglądającego przez okno,na naszą dwójkę.W tej chwili olałam to,ale jak wrócę nie będzie fajnie.Zapięłam pasy,przeczesałam włosy ręką i skupiłam się na drodze,próbując zapomnieć o tej scenie.
-Dokąd jedziemy?
-Zapomniałaś?Co z tobą?Dzisiaj twoja pierwsza nauka samoobrony.
***
-Więcej siły!-krzyknął.
W głowie cały czas huczał mi jego głos.To było męczące i wkurzające.Uderzyłam kolejny raz w worek.
-Walisz jak dziewczyna!
Mam dość!
-Bo nią do cholery jestem!-krzyknęłam i przerwałam czynność.
-Czemu przestałaś?
-Bo mam dość.
Usiadłam po turecku na zimnej podłodze,która w tej chwili pomogła mi się zrelaksować.Napiłam się wody,którą przyniósł mi wcześniej Jack.Byłam u niego w domu,w garażu.Ma tutaj wielką siłownię.Pewnie tutaj wszyscy,jego koledzy,w tym mój brat,uczęszczają tutaj.Chłopak usiadł naprzeciwko mnie.
-Słuchaj.Próbuję ci pomóc,w jakiś sposób ochronić-powiedział łagodnie jak nie on.
-Wiem.
-Spróbujemy jeszcze raz?
Wstałam i podeszłam do worka.Skupiłam się,złapałam gardę i zaczęłam uderzać w przedmiot.
***
Po godzinie ćwiczeń nadgarstki obłożyłam lodem,za pomocą Jacka.Sprawiło mi to wielką ulgę.Spojrzałam na chłopaka,który krzątał się po pomieszczeniu.
-Przez ciebie nie będę miała życia w domu.
-Czemu?-zaśmiał się.
-Bo powiedziałeś,że jestem twoją dziewczyną?
-Nie chciałabyś?
Przysunął się niebezpiecznie blisko.
-Nie.
Odepchnęłam go i zaśmiałam się głośno.
-Wiesz co?
-Yep?
-Nie jesteś,taki za jakiego cię uważałam.
Uśmiechnęłam się,on także.
-Ty też-powiedział.
_________________________________________________________________________________
Przepraszam za błędy.
Ktoś chętny,żeby powiadamiać o nowych rozdziałach?
Zapraszam tutaj:
http://niebezpieczenstwocatjay.blogspot.com/2014/02/informowani.html

3 komentarze:

  1. świetny, jejku:)
    czekam na następny
    @ilysm_jb_smg

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero zaczęłam czytać i się w to bardzo wciągnęłam :) dodawaj szybko kolejny ;)
    @daria_222

    OdpowiedzUsuń