poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 9 "Prawda"

CZYTASZ = KOMENTUJESZ!
Spojrzał na mnie ze strachem w oczach.Ruszył po schodach do swojego pokoju,a ja za nim.
-Co ci jest?-krzyknęłam w jego drzwi,bo zamknął mi przed nosem.
-Odejdź!
Walnęłam nogą w drzwi.Usłyszałam krzyk bólu i zaczęłam pukać mocno w drzwi.Byłam bliska płaczu.
-Otwórz te cholerne drzwi!LOGAN!
Na dole trzasnęły drzwi i usłyszałam głośne wołanie mojego brata.Na schodach pojawił się Jack,był ubrany w ciemne ciuchy,na których zauważyłam plamki czerwonej cieczy.
-Ty też?-zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie ze zdenerwowaniem i odsunął od drzwi.Wyważył szybko drzwi i wpadł do pomieszczenia.Zobaczyłam Logana całego we krwi,który próbował wyciągnąć coś z brzucha.Został postrzelony.Zakryłam buzie ręką.Carter podszedł do niego i zbadał sprawę.Łzy naleciały mi do oczu,ale nie pozwoliłam im wypłynąć.W mojej głowie przypomniał się widok mamy jak umierała.Miała także tyle krwi wokół siebie.
-Przynieś apteczkę.
Pobiegłam na dół i z szafki wyciągnęłam pudełko.Wróciłam i podałam je chłopakom.
-Wyjdź Cat-syknął Logan.
-Nie.
-Wyjdź-krzyknął nie tylko ze złości,ale i z bólu.
Podskoczyłam.Nie chciałam wyjść,nie chciałam go zostawić,ale posłusznie wyszłam.Usiadłam na schodach,opierając się o ścianę.Zamknęłam oczy.Słyszałam jego krzyki,krzywiłam się przy każdym razie.Czułam się bez radna,ale czekałam cierpliwie.
***
Logan leżał na łóżku i spał.Zdenerwowana obgryzałam paznokcie.Bałam się,że już nigdy się nie obudzi.Patrzyłam w jeden punkt,w obandażowany tors leżącego.Miałam uczucie,że zaraz wyleje się z niego pełno krwi.Zwróciłam uwagę na Jacka,wkładał rzeczy do apteczki.Wzięłam od niego pudełko i odniosłam na miejsce.Oparłam się o ścianę i głośno westchnęłam.Carter dołączył do mnie i patrzył na mnie.
-Co się stało?-szepnęłam.
-To nic.Ratował jakąś starszą babkę i oberwał-skrzywił się.
-Kłamiesz!-krzyknęłam i wytknęłam na niego palcem.
-Co ty tu robisz Carter?
Spojrzałam w bok,przy drzwiach frontowych stała Mag.Spojrzała na mnie i widząc moja minę,zaniepokoiła się.
-Co jest?-zapytała.
Spojrzałam na Jacka.Pokręcił głową przecząco.Po raz kolejny westchnęłam.
-Idziemy?-zapytałam.
Próbowałam sie uśmiechnąć,ale wyszedł z tego grymas.
-A on?-wskazała na chłopaka.
-Jest u Logana.
Złapałam ją za dłoń i wyciągnęłam z domu zostawiając ich samych.Ruszyłyśmy w stronę parku.
***
Margaret przez całą drogę wypytywała o Jaya.Nie lubiła go,chciała,żebym się trzymała z daleka on niego.Ale tyle spraw mnie z nim łączy.Każdego dnia coraz więcej.Uciszyłam ją.Nie czułam sie dobrze,głowa mnie bolała i dłonie,które były poobdzierane,przy kostkach.Musiałam wyjść z domu,spróbować zapomnieć o tym całym brudzie,które czułam na sobie,ale nie mogłam,w myślach miałam dalej obraz Logana,całego we krwi,krzyczącego z bólu.Nadal nie rozumiem,dlaczego.Usiadłyśmy na huśtawkach w parku,leciutko pochylając się w przód i w tył.Było ciemno nikt tu nie przychodził.Tyle złych rzeczy dzieję sie w tym mieście.Wszyscy wolą siedzieć w domu i choć odrobinę czuć się bezpiecznie.
-Słuchaj Cat.Wiem,że to 3 rocznica śmierci twojej mamy,ale nie możesz się obwiniać cały czas,to nie twoja winna.Okej?-zwróciła sie do mnie.
Przytaknęłam.
-Mag?Chce,żebyś powiedziała mi wszystko co wiesz o Jacku Carterze.
_________________________________________________________________________________
Ten rozdział jest o wiele dłuższy:)
Widzieliście liczbę wyświetleń?Jeju,nie wierzę w to.
Chcecie być informowani?W następnym wpisie,macie możliwość wpisanie swojego nicku.
przepraszam za błędy.miłego tygodnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz