poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 3 "Biegi"

Następnego dnia,z mojego cudownego snu,o tym jedynym,obudziła mnie woda na mojej twarzy i śmiech Logana.Pisnęłam zaskoczona.Wstałam przestraszona z mojego łóżka i ujrzałam leżącego brata,który pokładał się ze śmiechu.
-Bardzo,kurwa,śmieszne!-krzyknęłam.
-Czy ty masz moją koszulkę?
-Może.
Pokazałam mu język i poszłam do łazienki,a on ruszył za mną.
-Jak ty ją wzięłaś do cholery.Szukałem jej z jakiś jebany miesiąc.
-Kiedyś ci zabrałam-uśmiechnęłam się złośliwie.
Wcześniejsza sytuacja poszła w zapomnienie.Logan westchnął,bo wiedział,że jej nie odzyska.
-Idę pobiegać.
Uraczyłam go krótkim spojrzeniem,był ubrany w czarne dresy i biały podkoszulek i jakieś firmowe buty.
-Poczekasz na mnie?Mam ochotę pobiegać.
Zdziwił się,ale posłusznie skinął głową.Zazwyczaj biegałam z Margaret,ale to bardzo rzadko,bo ta była strasznym leniem,wolała iść na siłownię,gdzie przy okazji podglądała chłopaków i znajdowała nowe znajomości.
-Będę w kuchni czekał.
Kiedy wyszedł,zrzuciłam z siebie przemokniętą piżamę i założyłam sportowe ciuchy,wysuszyłam włosy i związałam w wysokiego kucyka.Miałam piękne,grube,długie,ciemnobrązowe włosy.Moja mama miała podobne włosy,ale ona wolała krótsze.Umyłam zęby,przejrzałam się w lustrze i zeszłam ze schodów,które wydały ten tradycyjny dźwięk.Po tacie nie było śladu.Dopiero gdy wypiłam jogurt zauważyłam małą karteczkę,przypiętą do lodówki,z wiadomością,że jest w szpitalu.Zdążyłam się przyzwyczaić,że go nie było.Normalne.wyszliśmy z Loganem na świeże powietrze.Tak na prawdę,było ono pewnie zatrute.Biegliśmy na prawdę długo.Gorąco,które nam towarzyszyło wcale nie pomagała,zgrzaliśmy się bardzo szybko,z czym doprowadziło to do mocnego potu.Byłam już za etapem dojrzewanie,i nie było tak wielkiego tego potu,ale co do mojego brata.To ten był mokry.Ociekał potem.Często biegałam samotnie,wtedy zakładałam słuchawki i byłam całkowicie w innym świecie,w świecie muzyki.W głowie tylko słyszałam słowa piosenki,śpiewałam je w myślach.Teraz,kiedy nie miałam mojego sprzętu,moje myśli mnie zaatakowały.Nie rozmawiałam z Loganem,więc byłam bezbronna.Nachodziły mnie wspomnienia z wczorajszego dnia.Jestem osobą,która nie lubi nie wyjaśnionych sytuacji,a ta sprawa z tym całym Carterem,była ciężka.Nie chciałam mieszać się w jego sprawy,nie chciałam być częścią jego świata,ale coś niesamowitego mnie ciągnęło do niego,ale to było coś niebezpiecznego,czułam to.Cholera.Jestem w kropce.Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się w parku.Nie byłam przygotowana do,aż tak,długich dystansów,więc miałam zadyszkę.
-Już..koniec?-zapytałam wykończona.
-Będę się rozciągać,jak chcesz możesz usiąść-zaśmiał się.
-Dam radę.
Logan pokazywał proste,rozciągające ćwiczenia,które powtarzałam.Nie które było trudne,nie znałam ich,ale dałam radę.Musze po pracować nad swoją kondycją.Kiedy jednak nadszedł czas na pompki usiadłam na trawie.Nie będę ich robić,wolę odpocząć.Słońce dawało mocno po oczach,więc przymknęłam je i odpoczywałam w ciszy.Jednak jakiś idiota musiał mi przeszkodzić.Ktoś wołał mojego brata.Na początku nie poznałam głosu,ale teraz wydaje się znajomy...CHOLERA!CARTER!Logan wstał przywitać się ze swoim kolegą,tym przyjacielskim,męskim uściskiem.Ja i Jack zignorowaliśmy się.Tak chyba jest lepiej,ale jednak czułam pustkę i byłam zła na niego.Tylko czemu?To przez tą idiotyczną siłę,przyciągającą mnie do niego.
-Urządzam imprezę.Wpadasz?
-Impreza? I mnie ma nie być?
Zaśmiali się.Wstałam i otrzepałam się z trawy.
-18,załatwisz trochę alkoholu?
-Spoko.
-Idziemy?-zapytałam Logana.
-Na razie Carter.
Pożegnali się i wróciliśmy do domu.Rzuciłam się na butelkę wody,zresztą mój brat zrobił to samo.Słońce wypaliło z nas cały płyn z organizmu.Po szybkim prysznicu poszłam do salonu,gdzie rzuciłam się na fotel i rozłożyłam.Włączyłam telewizor na jakiś kanał sportowy.Mój pachnący już brat dołączył do mnie.Zaczyna się.
-Pewnie Mag będzie chciała tam iść.
-Gdzie?-zapytałam.
-Na imprezę do Jay.
-Pewnie tak.
-Proszę nie idź tam.
Nie odezwałam się.Nie miała ochoty się ruszać z domu.Byłam zmęczona.Ale ta sprawa z Jackiem.Napisałam do Mag,żeby oczyścić umysł.
Do Mag:
Jak randka z Adamem?
Od Mag:
Było świetnie.Ej Carter robi imprezę,idziemy?
Do Mag:
To nie jest dobry pomysł.
Od Mag:
Właśnie dobry.Adam powiedział mi gdzie.Będę o 16:00.
Do Mag:
OK.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli ktoś chce być informowany to proszę o podanie jakiegoś linku gdzie mogę wam dawać informacje.Napiszcie w kom.
Myślę,że jest rozdział OK i wam sie podoba:)Jeśli są błędy to przepraszam.
KLIMEK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz