poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział 9 "Chce być szczęśliwa, ty nie?"

Jack Carter
Spojrzałem na Caroline, która od ponad dwóch godzin spała. Jej włosy były rozłożone na białej poduszce, wydawałoby się, że stracił swój kolor. Była blada na twarzy, nie wyrażała żadnych uczuć. Usta układały się w płaską kreskę. Trzymałem ją za rękę, która nadal się nie ociepliła. Przyglądałem się jej, nie robiąc przerwy. Byłem zmęczony. Miałem cały czas przed oczami moment kiedy mogłem ją stracić na zawsze. Jak trzymałem ją w ramionach a ona umierała, wykrwawiała się na śmierć. Nie miałem pojęcia co robić. Dopiero Logan doprowadził mnie do porządku i kazał zawieźć ją do szpitala. Biegłe ile miałem sił w nogach. Myślałem, że jest za późno kiedy wpadłem do środka budynku. Krzyczałem na cały pomieszczenie wołając do pomoc. Ludzie przyglądali się nam ze strachem. Po chwili pielęgniarki zabrały ją na łóżko i wołały lekarzy. Trzymałem ją za rękę, otworzyła wtedy na chwilę oczy.
-Trzymaj się-wyszeptałem.
Znowu zamknęła oczy. Jakaś pielęgniarka kazała mi ją puścić. Oni pobiegli do sali operacyjnej zostawiając mnie w tyle. Po kilku minutach samotności przyjechał pan Parker z Loganem i jakąś nie znaną mi kobietą. Wypytali mnie o wszystkie szczegóły, zwłaszcza o osobę, która ją zastrzeliła. Nie wiedziałem i nadal tego nie wiem. Za pewne celował we mnie. Dużo ludzi za mną nie przepadało i próbowali na każdym kroku mnie zabić, ale trafili w nią. Boże, czemu akurat ona. Podczas operacji, która trwała zbyt długo jej ojciec razem z kobietą, o imieniu Bianka usiedli na krzesełkach. Kobieta pocieszała go, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Bzdura. Logan zrezygnowany także siedział głową opartą o ścianę i wpatrywał się w ścianę, na przeciwko. Zauważyłem jego szklane oczy. Nie dziwiłem mu się, ona była dla mnie również cholernie ważna. Sam ledwie powstrzymywałem łzy. Nie usiadłem. Stałem, opierając się o szklane drzwi, które doprowadzały do sali operacyjnej. Przyłożyłem czoło do zimnej szyby modląc się w duchu, żeby wytrwała, żeby nie było za późno. Nikt z nas się nie odzywał. Wydawało mi się, że każdy z nas modli się o jej zdrowie. Po trzech godzinach operacji zauważyłem jak idzie lekarz, zdejmujący maskę i fartuch. Wyszedł do nas i spojrzałam na nas litościwie.
-Pacjentka przeżyła operację. Na szczęście kula nie trafiła w serce ani w płuca, a bardzo mało brakowało. Będą mogli ją zobaczyć jutro, na razie jest całkowity zakaz. Dajmy jej odpocząć. 
Kiwnęliśmy równie głowami.
Wiele brakowało a by umarła. Muszę się dowiedzieć co za idiota ją zastrzelił. Spojrzałem na nią. Przymrużała oczy i odetchnęła głośno. Po chwili otworzyła oczy i na nowo mogłem podziwiać jej brązowe tęczówki. Uśmiechnęła się słabo do mnie. Poruszyła się na łóżku, ale potem syknęła z bólu. Ucisnąłem jej dłoń wykrzywiając twarz.
-Cześć kochanie-szepnąłem.
-Długo spałam?-odparła z lekką chrypką.
Spojrzałem na zegarek, który wisiał nad drzwiami.
-Kilka godzin.
Przymknęła znowu oczy wzdychając głośno.
-Już wiem jak się czułeś, leżąc na tym łóżku. Jest cholernie nie wygodne.
Zaśmiałem się i kiwnąłem potwierdzająco głową. Przyjrzała mi się dokładniej i nagle spoważniała. Chciała coś powiedzieć, coś za pewne bardzo ważnego, ale do pokoju wpadł Logan z bukietem kwiatów. Podszedł do łóżka i położył bukiet na szafce nocnej.
-Jak się ma nasze słoneczko?-zapytał.
-Dobrze-mruknęła dość niewyraźnie.
Chłopak zaczął ja zagadywać, potem przyszedł pan Parker z Bianką. Czy oni są ze sobą? Postanowiłem się trochę ulotnić, było zbyt ciasno. Pożegnałem się z Caroline całując ją w czoło.
-Wrócisz?-zapytała z lekką obawą w głosie.
-Oczywiście.
Uśmiechnąłem się delikatnie i wyszedłem zabierając swoją kurtkę z krzesła.

***

Złapałem go za koszulę i podniosłem do góry.
-Kto to zrobił?-zapytałem.
-Nie mam pojęcia, pierwszy raz widziałem go na oczy-wykrzyczał ze strachu.
-Jak wyglądał?
Puściłem go, a on poprawił swoje ciuchy. Spojrzał na mnie udając odważnego.
-Ciemny brunet, z jasnymi oczami. Nie przyglądałem się. Chciał broni. Dał dużo pieniędzy.
-Jeśli się tutaj ponownie zjawi, masz mi dać znać.
Podałem mu swój numer telefonu i wyszedłem ze sklepu. Założyłem kaptur i przeszedłem się po najniebezpieczniejszych ulicach.



Musiałem znaleźć drania.

***

Zapukałem do białych drzwi i wszedłem do pokoju. Caroline leżała bezruchu na łóżku oglądając jakiś magazyn na kobiet. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się szeroko. Wyglądała o wiele lepiej niż rano. Usiadłem na krześle i złapałem jej rękę.
-Jak się czujesz?
-O wiele lepiej-powiedziała.
-Musimy porozmawiać-dodała.
Zmarszczyłem czoło.
-Chce z stąd wyjechać. Mam dość takiego życia.
Pokazała ręką na pokój.
-Szukam tego drania i go załatwię.
-Nie Jay. Zrobisz to, przy okazji sam sobie coś zrobisz, ale to będzie się powtarzać, w kółko i kółko.
-Nie mogę wyjechać Caroline-odparłem poważnie.
-Odmawiasz?-zapytała zaskoczona.
-To jest niedorosłe, masz tutaj rodzinę, ja mam gang.
Usiadła na łóżku sycząc z bólu, ale potem spojrzała na mnie złowrogo.
-Chce naszego szczęścia. Czy to źle?
-Oczywiście, że nie. Też tego chce.
Złapała moją twarz w dłonie.
-Więc choć ze mną, proszę.
-Możemy o tym porozmawiać jak wyjdziesz z stąd?
Zawahała się, ale kiwnęła potwierdzająco głową. Pocałowałem ją w usta.


3 komentarze: