Zebrałam wszystkie brudne ciuchy z podłogi, które walały się od kilku godzin. Wrzuciłam je do kosza zerkając na czyste drewniane panele, na środku znajdował się kolorowy dywan, na którym uwielbiałam się kłaść. Był miękki, uspokajał moje myśli, mięśnie. Mój magiczny dywan. Jest tutaj od 10 lat, dostałam go od rodziców na gwiazdkę, ubiegałam się o niego kilka miesięcy, nie wyobrazicie sobie nawet jak się ucieszyłam gdy rozpakowałam wielkie pudełko i zobaczyłam ten dywan. Spojrzałam na okno, z którego promienie słoneczne oświetlały pomieszczenie, a teraz i moją twarz. Poprawiłam włosy, które związałam wcześniej w wysokiego kucyka. Przejechałam palcami po falach włosów, sprawdzając w głowie moje obowiązki. Tata razem z Blanką wyszli na miasto, podobno mieli razem zwiedzić najlepsze miejsca. Podobno kobieta nigdy nie była za ziemią rosyjską. Nie mogłam za nic w to uwierzyć. Razem z Loganem i rodzicami przejechaliśmy całą Amerykę. Mama była maniaczką podróży i poznawania nowych języków, kultur i miejsc, gdzie działo się coś niesamowitego. Mogła nawet w najgorszym momencie wymienić największe bitwy, cuda na tamtych obszarach. Uwielbiałam przypatrywać się jej twarzy gdy opowiadała o swojej pasji, zawsze na czole znajdowała się znajoma kreska, brwi marszczyły się, gdy myślała nad kolejną ciekawostką i jej oczy, które świeciły się, które potrafiły przejrzeć cię całego. Jej postawa ciała także była inna niż zazwyczaj. Wyprostowane plecy, głowa do góry, dodający jej odwagi i pewności oraz dłonie, które zawsze złączała pocierając kciuki. Zazwyczaj jej ciało było rozluźnione, pełne emocji. Gotowała przy włączonym radiu, ustawionego na jej najlepszą stację, gdzie cały czas leciały wesołe, skoczne piosenki, potrafiła przy krojeniu mięsa lub sałaty ściągnąć jej puchowe kapcie i tańczyć boso wokół blatu, który stał na środku kuchni. Nuciła pod nosem tekst piosenki albo melodię, jeśli piosenka była nowa, zamykała oczy i zatracała się. Jej bose stopy tupały rytm, a biodra kołysały się. Uśmiechnęłam się na wspomnienie jej uśmiechniętej. Zerknęłam ponownie w stronę okna, zwracając uwagę na dom sąsiadów. Sąsiadka, która siwe, długie włosy miała związane w warkocza, miała na sobie fioletowy fartuch, który prawdopodobnie był cały w mące, machała do mnie uśmiechając się szeroko. Odmachnęłam jej przyjaźnie i wyszłam szybko z pokoju, zabierając telefon. Zeszłam po schodach, które oczywiście wydały znajomy, skrzypiący, ale cichy dźwięk. Skoczyłam z ostatniego schodka i poszłam do kuchni, sprawdzając obecność jakiejkolwiek osoby, nie było nikogo, więc Logan musiał wyjść do pracy, gdziekolwiek gdzie poszedł, a mnie okłamał pracą. Prychnęłam pod nosem zirytowana. Był kiepski w kłamaniu, potrafiłam od razu zauważyć nie prawdziwe słowo wypowiedziane z jego ust. Tata mówił, że odziedziczyłam to mamie i byłam z tego dumna, dalej jestem. Coś mi po niej zostało, w środku mnie. Otworzyłam dużą lodówkę i przejrzałam zawartość. Brakowało mi mnóstwo produktów do zrobienia obiadu. Wyciągnęłam ze słoika kilka banktonów i schowałam je do tylnej kieszeni. Ściągnęłam kurtkę z wieszaka, z szafy, założyłam znajome trampki i wyszłam na zewnątrz, dostając porządną dawkę świeżego, ciepłego powietrza, zamknęłam dokładnie drzwi i ruszyłam w stronę przystanku autobusowego.
***
Mleko, olej, jajka, kilogram mięsa, żelki, ciastka, bita śmietana, ziemniaki i wiele innych produktów. To, że spotkała mnie wielka kolejka w sklepie, to musiałam czekać na autobus z ogromnymi, dwiema torbami produktów spożywczych. Dodatkowo czułam ostre szczypanie na plecach, ktoś mnie obserwował i nie podobało mi się to. Wolałam jednak nie panikować i spokojnie czekałam. W domu rzuciłam torby na blat w kuchni, włączyłam radio, na znajomą stację radiową i powoli wyciągałam rzeczy, chowając do odpowiednich półek. Zrobiłam powolny obrót w stronę korytarza i usłyszałam głośny trzask. Podeszłam do radia i wyciszyłam go, ale nie do końca. Wyciągnęłam szybko nóż ze zlewu i ruszyłam do przodu uważając na każdy stawiany krok, żeby był bezszelestny. Zauważyłam cień w salonie i obeszłam schody, zaglądając z drugiego wejścia do salonu. Stał mężczyzna w ciemnych ubraniach, do tego z kapturem na głowie, które zasłaniał mi jego twarz. Podniósł z kominka jedną z wielu zdjęć, przyjrzałam się uważniej. Cholera, patrzył na mojego zdjęcie. Przekalkulowałam w myślach szanse na wygrane z barczystym, wysokim, napakowanym gościem, gdzie ja już nie praktykowałam "zabijania".
"Dasz radę Cat, spokojnie. Oddech, Wydech."
Stawiłam pierwszy krok i zauważając brak uwagi obcego podeszłam bliżej, podniosłam nóż, trzymając go wysoko, obok mojej brody. Stanęłam przed mężczyzną wstrzymują oddech. Miałam zaatakować, ale osoba obróciła się pokazując znajomą twarz, Jack.
-Serio?-zapytałam próbując uporządkować oddech.
-Chciałaś mnie zaatakować?-uśmiechnął się.
-Przez twój cholerny kaptur mogłam cie zabić Jay!-wykrzyczałam.
-Nie włamuje się do obcego domu-dodałam.
Odłożyłam zdjęcie na kominek, zabierając ode mnie nóż.
-Cholernie mnie przestraszyłeś Carter-mruknęłam już spokojniej.
Objął mnie w pasie i przybliżył do siebie. Pocałował mnie w czoło.
-Jesteś bezpieczna Caroline.
Westchnęłam widząc powagę na jego twarzy. No tak, on wszystkim się zajmie.
-Wiem-szepnęłam.
Pocałowałam go w usta i wyswobodziłam się z jego ramion i poszłam już spokojnie do kuchni wracając do rozpakowywania, Jack dołączył do mnie i pomógł mi. Po kilku minutach siedzieliśmy na moim łóżku przytulając się do siebie. Blondyn co chwila rozśmieszał mnie i całował w najróżniejszych miejscach, zwłaszcza na szyi, zostawiając tam ślady. Podniosłam się sprawdzając dłonią i zaśmiałam się.
-Jesteś moja-szepnął z zamkniętymi oczami.
-Nie prawda-zaśmiałam się.
-Słucham?-podniósł się gwałtownie.
-A co z moim misiem?-pokazałam na wielkiego pluszaka na krześle, przy biurku.
-Ty mała...
Nie dokończył tylko rzucił się na mnie przygniatając mnie swoim ciałem, czułam przy uchu jego ciepły oddech, który owiewał moją szyję, poczułam znajome dreszcze.
-Jesteś tylko moja-mruknął, przygryzając płatek mojego ucha.
-Mhm, a co z Frankiem?-zamruczałam.
-Jakoś go wyeliminuje.
Pocałował moje usta, przejeżdżając językiem po mojej dolnej wardze. Otworzyłam delikatnie usta, jego język rozpoczął znajomą walkę, na której byłam na przegranej pozycji. Przybliżyłam go do siebie, łapiąc za końcówki jego włosów i ciągnąć je. Nie przejmowałam się, że zepsuję jego idealnie postawione włosy. Ściągnęłam jego koszulkę przejeżdżając palcami po wyrzeźbionych plecach. Oderwaliśmy się na krótką chwilę, rozpiął moją czerwoną koszulę i rzucił ją pod drzwi. Sama nie wiem dlaczego on wyrzucana moje ciuchy aż tak daleko. Zachichotałam gdy przejechał wargami po moich dołeczkach. Wrócił do mojej twarzy całując moją szczękę. Spojrzał na mnie, jego oczy nie przypominały czekoladowej barwy, były prawie czarne, mogłam przysiąść, że moja barwa także znacznie się zmieniła. Podniosłam głowę i pocałowałam go delikatnie. Usłyszeliśmy skrzypnięcie na schodach.
-Caroline?-usłyszałam głos Blanki.
-Cholera-szepnęłam.
Zepchnęłam go z siebie zostawiając go na łóżku w ogóle nie wzruszonego zaistniałą sytuacją. Rzuciłam w jego stronę koszulkę, swoją koszulę podniosłam z podłogi i założyłam szybko, zapinając nerwowo guziki. Spojrzałam w jego stronę, ale jego koszulka leżała na łóżku, a on po prostu mi się przyglądał. Usłyszeliśmy pukanie do moich drzwi. Rzuciłam mu złowrogie spojrzenie i otworzyłam drzwi.
-Już wróciliście?-zapytałam radośnie.
-Tak, Miami, jest niesamowite, ale cudownych miejsc, przedmiotów, muszę zacząć zwiedzać świat.
Spojrzała na mnie z iskierkami w oczach. Uśmiechnęłam się szeroko kiwając potwierdzająco głową. Obok mnie stanął Jack. Modliłam się, że założył tą cholerną koszulkę.
-My się chyba nie znamy-powiedział spokojnie.
-To przyjaciółka mojego taty, razem pracują w Rosji-wyjaśniłam.
-Blanka-kobieta wyciągnęła dłoń serdecznie.
Jack wyszedł za mojego boku i podał jej dużą dłoń. Spojrzałam na niego tors, tak samo jak Rosjanka. Przewróciłam oczami. On to robi specjalnie?
-Jack-mruknął obojętnie.
Spojrzał na mnie, jego oczy wróciły do płynnej czekolady.
-Chłopak Caroline-dodał.
-Miło mi ciebie poznać-powiedziała wesoło.
-Zaraz pójdę zrobić obiad Blanka, jesteście głodni?
Zignorowałam ich przedstawienie.
-Właściwie to już robimy posiłek, chcecie dołączyć?
-Oczywiście-odezwał się za nas.
Kobieta ostatni raz obdarzyła nas uśmiechem i zeszła ze schodów, raczej skała ze schodów. Wróciliśmy do pokoju. Spojrzałam na niego.
-Miła kobieta.
-Mogłeś założyć koszulkę-mruknęłam zrezygnowana.
Popchnął mnie delikatnie na drzwi, pocałował mnie namiętnie, zaczął rozpinać moją koszulę. Odepchnęłam go od siebie.
-Oszalałeś? Mój ojciec jest na dole.
Westchnął cicho i rzucił się na łóżko.
***
-Na prawdę? To niesamowicie Jack!-pogratulował go mój ojciec.
-Dziękuję panie Parker, to zaszczyt słyszeć takie słowa od pana.
Obiad trwał stanowczo za długo, razem z Blanką zmywałyśmy naczynia na mężczyźni oglądali jakiś kiepski mecz i rozmawiali ze sobą. Mogłam wyczuć kiedy ojciec zaczął gadkę o moim bezpieczeństwie, co mu się stanie gdy mnie skrzywdzi i inne bzdety, dlatego w odpowiednim momencie zabrałam Jacka na krótki spacer po okolicy. Zmierzchało, światła oświetlały ulicę. Trzymaliśmy się za dłonie i co chwila przerywaliśmy ciszę naszym wspólnym śmiechem. Tak będę pamiętać nasz związek. RADOŚĆ, ŚMIECH, NAMIĘTNOŚĆ. Niebezpieczeństwo i ciągłe problemy usuwam z głowy, próbując udawać, że nie została porwana i prawie zabita, że Jack nie był w śpiączce, że być może nie długo znowu będziemy narażeni. Wymazałam tą kiepską stronę naszego związku. Usiedliśmy na ławce, przytulałam się do jego boku patrząc w gwiazdy. Jack opowiadał o tęsknocie chłopaków, z gangu, za mną, że nie układa się im uczuciowo, odkąd ostatnio ich zostawiłam.
Potem był nagły zwrot akcji. Pamiętam jedynie powagę Jacka, jego krzyk, okropny ból i jego krzyk, który rozdarł ciszę. Odleciałam, kiedy się obudziłam czułam jego palce na moi poliku, krzyczał, żebym walczyła, słyszałam pojedyncze zdania, które wymieniał prawdopodobnie przez telefon, a potem była ta cholerna ciemność.
__________________________________________________
( nie sprawdzone błędy. )
kolejna akcja, miłego czytania i liczę na szczerą opinię:)

Cat została postrzelona? Oby było z nią w porządku. Rozdział genialny, nie licząc paru błędów xD z niecierpliwością czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuń@daria_222
♥♥
OdpowiedzUsuń