Dotknęłam delikatnie jego policzka, ale to i tak spowodowało jego cichy syk. Westchnęłam głęboko i jeszcze raz przejechałam po nim, tym razem zimną ścierką. Między nami krążyła cisza, która mi przeszkadzała coraz bardziej. Spojrzałam na niego spod rzęs, sprawdzając jego reakcję. Logan na dole próbował jakoś zająć tatę i jego towarzyszkę. Dzięki temu mogłam spokojnie poprowadzić Jacka do mojego pokoju i opatrzyć ranę. Już na szczęście nie krwawiła. Wstrzymaliśmy obaj powietrze gdy polałam wodę utlenioną na twarz. Chciałam zanieść z zużyte rzeczy do łazienki, ale zauważyłam kątem oka plamę na jego koszulce, podniosłam ją delikatnie do góry i zauważyłam większą ranę, która mocno krwawiła. Spojrzałam na niego karcąco.
-Połóż się-mruknęłam cicho.
Nie pytając posłuchał się mnie i powoli położył się na moim łóżku. Usiadłam obok niego. Spojrzałam badawczym okiem na jego brzuch. Prawdopodobnie dostał nożem. Na szczęście nie był mocno zraniony. Zatamowałam krwawienie i zabandażowałam dokładnie. Czułam jego wzrok, który świdrował mnie od góry do dołu. Do pokoju wpadł Logan, który zamknął szybko za sobą drzwi. Obejrzał sytuację i podszedł do nas. Mogłam przysiąść, że mój brat wysyłał Jackowi groźne znaki. Chciałam się zapytać o tatę, ale jakby czytając mi w myślach mruknął:
-Poszli do sypialni. Teren czysty.
Wzięłam do ręki bandaż i owinęłam go. Wstałam ostrożnie z łóżka i pozbierałam rzeczy. Poszłam spokojnie do łazienki, wyrzuciłam nie potrzebne rzeczy, a resztę schowałam do apteczki, którą schowałam do szafki, pod umywalką. Umyłam ręce z krwi, używając mydła. Choć miałam za sobą czas gdy zabijałam ludzi i tych plam ciemnej cieszy było mnóstwo, to dalej się jej brzydziłam.
-Co ty sobie wyobrażać Jay?!
Usłyszałam krzyki w pokoju. Spojrzałam do lustra, wytarłam pojedynczą łzę, która wypadła i chciała popłynąć wzdłuż mojego polika. Wytarłam staranie ręce w miękki ręcznik i wyszłam do chłopaków, który zauważając mnie całkowicie się zamknęli. Podeszłam do nich odważnie, choć czułam jak nogi się pode mną uginają.
-Musisz nam powiedzieć co się wydarzyło-zwróciłam się do Jacka.
Spojrzał na mnie błagalnie, ale nie miałam zamiaru odpuścić. Choć pokłóciliśmy się to dalej go kochałam, dalej bałam się go stracić, a dzisiejsza sytuacja, mogła doprowadzić do czego takiego, już nie do śpiączki, lecz do śmierci.
-To był Klaus.
-Co?-wydarł się Logan lecz natychmiast się uspokoił.
-Wpadł dzisiaj do naszego mieszkania, byłem tylko ja. Myślałem, że jest sam, ale przyprowadził kolegów, pokopali mnie i odeszli zostawiając wiadomość.
-Jaką wiadomość?-zapytałam.
-Żebym uważał na ciebie-szepnął.
Logan walnął w ścianę. Otuliłam się ramionami. Chłopak podszedł do mnie, chciał mnie przytulić, ale zrezygnował.
-Nie pozwolę, żeby cię zranił-powiedział cicho patrząc mi w oczy.
-Jakbyś go wtedy zabił nie byłoby teraz tego bagna!-odezwał się Logan.
-Poszedł do więzienia, myślałem, że będzie tam na zawsze,do zasranej śmierci.
Odwróciłam głowę w drugą stronę, krzywiąc się na moc jego słów. Spojrzał na mnie zmartwiony, gładząc mój policzek, zadrżałam od jego dotyku.
-Przepraszam Cat, nie chciałem do tego dopuścić. To moja winna, wiem.
-Teraz to jest także nasz problem Jay, On jej groził.
-Wzywamy chłopaków?-zapytałam nieśmiało.
-Musimy to szybko zakończyć a w dwójkę nie damy radę.
-Dwójkę?-wzdrygnęłam się.
-A ja?-zapytałam poddenerwowana wykluczeniem.
-Oszalałaś, ty siedzisz w domu-wrzasnął Logan.
Jednak szybko się opanował.
-Sprawdzę co u taty-szepnęłam.
Wyszłam z pokoju, pozwalając emocją opaść. Boże, goni mnie jakiś ześwirowany gościu z więzienia. Dlaczego moje życie jest tak pochrzanione? Zsunęłam się po ścianie i siedziałam z głową w dół.
-Wszystko w porządku?-usłyszałam rosyjski, kobiecy głos.
Spojrzałam w górę. Cholera. Blanka.
Nie wiedziałam co powiedzieć, czy mam skłamać, a może powiedzieć jakiś mały stopień prawdy. Ale co ja powiem, że mam na prawdę zjebane życie, że zadaje się z kryminalistami, a jeden chce mnie zabić. Kiedyś pewien Ian prawie to zrobił, ale tata nic nie wiedział, bo był wtedy z tobą w Rosji, kiedy wy się dobrze bawiliście, ja gniłam w jakimś pustkowiu, gdzie gościu ciął mnie, próbując mnie zabić, nikt nie wiedział gdzie się znajduję. Mam powiedzieć, że jestem w związku z chłopakiem, który ma cholernie ciężki charakter jak ja, jestem gangsterem, był w śpiączce, a teraz próbujemy w tym bagnie jakoś przetrwać jako para? A może spróbować...
-Tak, tylko pokomplikowało się wszystko.
-Problem z chłopakiem?
Usiadła obok mnie na ziemi, spoglądając się w jakiś punkt na ścianie. A no tak. Zdjęcie, gdzie znajdowała się jeszcze nasza matka. Uśmiechnęłam się pod nosem, pamiętałam dokładnie ten dzień.
Retrospekcja.
Biegłam po domu, szukając dobrego schronienia. Logan szukał mnie, żeby mnie dopaść. Zaśmiałam się cicho, chowając pod kanapą. To była moja ulubiona kryjówka. Byliśmy za duzi na zabawy w chowanego, ale jednak nie powstrzymało to nas przed dobrą zabawą. Z mojego miejsca, świetnie widziałam co działo się w kuchni. Mama kroiła warzywa na sałatkę, była zachłanną wegetarianką, nikt tego nie odziedziczył, byliśmy fanami mięsa, jak ojciec. Zobaczyłam jak tata podchodzi do niej od tyłu i przytula się do jej boku, usłyszałam jej śmiech, który tak przyjemnie drażnił moje bębenki w uszach. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Potem zobaczyłam znajome buty, który szły w moją stronę, a potem nagle skręciły, odetchnęłam z ulgą. Byłam lepsza. A potem zaskoczył mnie, wyciągnął mnie za nogę z pod kanapy i zaczął mnie gilgotać, to były tortury, praktycznie dusiłam się od śmiechu.
-Przestań-wysapałam.
Tata zabrał go ode mnie dzięki bogu. Była chwila spokoju, ale potem wyszliśmy na dwór, żeby zjeść wspólnie obiad na świeżym powietrzu. Słońce przyjemnie prużyło. Każdy usiadł z nas na swoim krześle, rodzice jak zawsze złapali się na dłonie, pieszcząc się nawzajem kciukami. Przypomniałam sobie jak uwielbiałam na nich patrzyć, wyglądali na wspaniałą parę, która się kocha. On był jej księciem, ona jego księżniczką. Miałam 14 lat. Czułam się jakbyśmy byli idealną rodzinką, z jakiejś bajki.
Koniec retrospekcji.
-Coś w tym stylu. Odprowadzić cię do pokoju?-zapytałam.
-Dam radę-zaśmiała się głośno.
Jedynie uśmiechnęłam się do niej odprowadzając ją wzrokiem, kiedy byłam pewna, że tata i Bianka są u siebie i nie mają zamiaru niespodziewanie wyjść ruszyłam znowu do swojego pokoju. Nie było tam Logana, jedynie Jack siedział na moim łóżku, patrząc na mnie. Czułam jak jego wzrok bada mnie od góry do dołu, czułam jak parzy moją skórę. Podszedł do mnie powoli, jakby nadal zastanawiając czy dobrze robi, zrobiłam krok w tył, ale napotkałam na drzwi. Uśmiechnął się łobuzersko. Boże, dlaczego on musi być taki seksowny gdy to robił. Uśmiechnęłam się delikatnie jego stronę. Przytulił się do mnie, chowając twarz w mojej szyi, uderzył mi jego zapach, który wytrącił mnie z równowagi. Przytuliłam się do niego od razu, chowając twarz w jego ramieniu. Odsunął się ode mnie, ale tylko na kilka centymetrów. Podniosłam głowę aby zobaczyć w całości jego twarz.
-Przepraszam cię za wczoraj.
-To nic-mruknęłam.
-Wcale nie.
Dotknął dłonią mojego polika i głaskał go kciukiem. Przypomniałam sobie wspomnienie mamy i taty, jak robili podobne rzeczy. Czyżby Jack był moim księciem.
-Posłuchaj nie pozwolę, żeby ktokolwiek cię skrzywdził, dobrze?
Kiwnęłam potwierdzająco głową, nie miałam siły odpowiedzieć. Byłam po prostu zmęczona. Wspięłam się na palcach i pocałowałam go. Delikatnie, nie śmiało. Jednak on szybko przerobił to w namiętny pocałunek. Złapał mnie za biodra i podniósł do góry, oplotłam nogami wokół jego pasa, nie przestając go całować. Zaniósł mnie do łóżka i położył na nim powoli, złapał na końcówki jego włosów, drażniąc go. Położył się na mnie, napierając całym ciałem. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, proszą o danie mu dojścia. Otworzyłam delikatnie usta, po chwili zaczęliśmy bitwę, którą wygrał oczywiście chłopak, który uśmiechnął się tym faktem w moje usta. Zaśmiałam się cicho, między nami nadal panowała gęsta, namiętna atmosfera. Spojrzałam mi głęboko w oczy. Ściągnęłam jednym ruchem jego koszulkę. Dotknęłam palcami jego ranę, syknął, więc z odruchu podniosłam dłoń, ale on złapał ją i przybliżył ponownie na zabandażowane miejsce. Dotknęłam go opuszkami palców.
Kilka minut później leżeliśmy przytuleni do siebie, w kompletnej ciszy, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem. Może Blanka miała rację, małe problemy z chłopakiem, nie ważne że jakiś psychol chce mnie zabić.
-O czym myślisz?-zapytał mnie, szepcząc w lewe ucho.
-O nas-skłamałam.
Chrząknął. Uwierzył. Podniósł się na ręce i spojrzał na mnie z góry.
-Jest ci dobrze?-zapytał.
Pocałowałam go.
-A jak myślisz?-zapytałam z uśmiechem.
Pocałował mnie. Zaśmiałam się.
-Kocham cię księżniczko-mruknął w moje usta.
-Ja ciebie też, Jay.
_______________________________________________
przepraszam za ewentualne błędy, wybaczcie, miałam wenę i próbowałam jak najszybciej przelać ją tutaj, a nie miałam czasu aby przeanalizować rozdziału.
miłego czytania i zapraszam do zakładki:
Genialny rozdział, z resztą jak zawsze :)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny :)
@daria_02
świetny rozdział!uwielbiam tą historię
OdpowiedzUsuń@magda_nivanne
Nareszcie! ❤ Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuń