CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
Jestem zadowolona z tego rozdziału,więc myślę,że wam się spodoba,pamiętajcie:komentujcie.
NASTĘPNY ROZDZIAŁ:
27 MAJA
-Zaraz będę.
Rozłączyłam się i szybko zeszłam ze schodów.Wzięłam kluczyki w ekspresowym tempie i wybiegłam do garażu.Kilka sekund później byłam już w drodze do szpitala.Nawet nic nie powiedziałam chłopakom,ale najważniejsze dla mnie było zobaczenie go.Znowu poczuć jego ciepły dotyk,rozpłynąć się w jego czekoladowych oczach,które na tak długo były zamknięte.Pragnę poczuć się znowu bezpiecznie,bo w jego ramionach tak właśnie było.Pragnę,żeby mnie pocałował jak przed tym nieszczęsnym wyścigiem.Tak bardzo tych rzeczy pragnęłam,że przycisnęłam gaz.Ktoś próbował się ze mną skontaktować,ale zignorowałam połączenie.Zatrzymałam się przed wielkim budynkiem,nazywany szpitalem.Obleciał mnie strach,właśnie w tamtej sekundzie.Co ja mu powiem?Że go kocham?Co jak mnie wyśmieje?Jeśli nie czuje tego co ja?Uderzyłam głową o kierownicę,wzięłam głęboki wdech i wydech.Próbowałam poskładać moje myśli,odrzucić negatywny.Obudził się.To jest najważniejsze.Wyszłam z samochodu i powoli ruszyłam w stronę drzwi.Może i wydaje się twarda,ale trzęsły mi się nogi.Otworzyłam je delikatnie,bojąc się coraz bardziej.Przepuściłam inwalidę i weszłam.Tyle cierpienia można było zobaczyć,poczuć w tym budynku.Albo szczęście,na przykład rodzących matek,kiedy dziecko jest zdrowe,albo osoby które magicznie wyzdrowiały.Weszłam do pomieszczenia,gdzie leżały osoby w śpiączce.W swoich zdartych trampkach,czarnych spodniach i w bluzie z kapturem,która także miała ciemny kolor,zauważyłam Paule,która siedziała na krześle,przed pokojem jej syna.Wyglądała jak ja,8 miesięcy wcześniej,czekająca na koniec operacji Jacka.Podeszłam do kobiety,która wtuliła się w moje ramiona i szlochała.Była trzecia nad ranem.Lekarz badał Cartera z ponad 15 minut.Miałyśmy we dwie straszne myśli,że coś jest nie okej.Trzymając ją dalej w ramionach szeptałam pocieszające słowa,które nawet mnie nie przekonały.Lekarz kiedy wyszedł od razu zaprosił Paule na rozmowę.Natomiast ja usiadłam na krześle,pochyliłam się,złożyłam dłonie i spuściłam głowę.Napisałam do Logana i czekałam.Znowu.Uśmiechnęłam się,przypominając miejsce,które pokazał mi Jack,z widokiem na panoramę miasta.Byłam tam z kilka razy,było tam tak cicho,co dla mnie było wielkim plusem,bo mogłam odpocząć od hałasu,który dzieje się w moim życiu.Była też ta zła strona.Moje wspomnienia,myśli,które tak próbowałam ukryć,wszystko się wtedy rzucało na mnie.To była strzelba dla moje serca,jeśli mogę tak to nazwać.Wtedy wiedziałam,że nie jest dobrze,jak sobie zawsze wmawiałam.Raz zasnęłam na ławce z wódką w ręce.Tam wypiłam mnóstwo litrów tego płynu.Usłyszałam trzask i podniosłam głowę.Matka chłopaka wychodziła z gabinetu od lekarza i dziękowała mu za wszystko.Wstałam z krzesła i wsadziłam dłonie w kieszenie od bluzy.Kobieta podeszła do mnie uśmiechnięta.
-Jest dobrze?-zapytałam.
-Tak,wszystko się zagaja i Jack jest zdrowy,jego narządy sprawnie funkcjonują.Tylko zostaje na obserwacje.Uśmiechnij się,Cat.
Uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronę.
-Idź do niego.
-Chodź ze mną-poprosiła.
-Nie wiem czy to dobry pomysł-opuściłam głowę.
-Chodź.
Złapała mnie za rękę i wprowadziła do pokoju.Obleciał mnie ponownie strach.Jack leżał na łóżku,praktycznie nic się nie zmieniło od mojej zmiany.Kiedy tylko nas zobaczył od razu się uśmiechnął.Do pokoju wszedł Logan.
-Jack się spało Carter?
Chłopak prychnął i obaj się zaśmiali.
-Teraz na serio,jak się czujesz?-zapytał ponownie.
-Boli mnie brzuch,ale ci popaprańcy powiedzieli,że tak musi być.
-Jack-skarciła go Paula.
-Dobra trzymaj się,bro.
Zrobili ten swój przyjacielski uścisk.Mój brat spojrzał na mnie,uśmiechnął dodając mi otuchy i wyszedł razem z Paulą na korytarz.Podeszłam do łóżka i usiadłam na krześle.
-Słyszałem,że siedziałaś przy mnie każdego dnia.
Złapał mnie za dłoń i ścisnął delikatnie.
-Dziękuję-dodał.
-Dobrze się czujesz?-zapytałam z drżącym głosem.
-Tak,tylko ten ból jest do nie zniesienia-zaśmiał się,a potem skrzywił z bólu.
Puścił moją dłoń.Chciałam ponownie poczuć jej ciepło.Tyle łez tutaj wylałam,trzymając go za rękę.Zamknęłam oczy,aby nie rozpłakać się,przez to wspomnienie.Kiedy ponownie otworzyłam oczy,Jack próbował usiąść,syknął z bólu.
-Nie podnoś się,musisz leżeć.
-Chce cię dotknąć.
Spojrzeliśmy sobie w oczy.Utopiłam się w jego oczach,w tym morzu czekolady.Cholera.Byłam tak strasznie przy nim słaba,bezbronna.Jack usiadł i przybliżył się do mojej twarzy trzymając ją w swoich dłoniach,kciukiem gładził mój policzek.Przymknęłam powieki.Potem poczułam jego wargi na moich.To był delikatny pocałunek,ale sprawił mi niesamowite szczęście.Chciałam więcej.
-Działo się coś ciekawego?-zapytał.
-Nie,skończyłam szkołę-uśmiechnęłam się.
Wolałam mu nie mówić o gangu.
-Długo będę musiał tu leżeć?
-Kilka dni,na obserwację.
Matka Cartera weszła do pokoju ze łzami w oczach,była szczęśliwa,że jej syn żyje.Ja natomiast poszłam do Logana i wtuliłam się w niego.Kołysał mnie powoli.On także był przybity.Nasza cała "drużyna" nie miała życia przez te 8 miesięcy.Otarłam kąciki oczu i mruknęłam,że idę.Wyszłam praktycznie biegiem ze szpitala i ruszyłam skrótami do domu,gdzie było tak cicho...Brak żyjącej duszy.Chciałam być już w domu.Weszłam do budynku,gdzie praktycznie tylko sypiałam.Chłopacy oglądali telewizję,ale to wyglądało tak sztucznie.Żaden z nich nie skupił się na tym co leciało,w myślach mieli Jacka i czekali za pewne na mnie,albo na Logana.Zrzuciłam trampki z stóp.Jestem tak cholernie zmęczona.Chłopcy wstali i w ekstremalnym tempie podeszli do mnie.Zadawali mnóstwo pytań,każdy mówił co innego,nic nie mogłam zrozumieć.Uciszyłam ich ręką.
-Za kilka dni wyjdzie ze szpitala.
Każdy z nich odetchnął z ulgi.W jakiś sposób czuli się winni za ten wypadek.Ominęłam ich i poszłam do pokoju.Na łóżku leżała nadal sukienka,która mam ubrać na wieczorną akcję.Zrzuciłam ją leniwie na podłogę i padłam na posłanie.Nawet nie miałam siły na ściągnięcie ciuchów,a co dopiero umycie się.Choć mogłoby to polepszyć sytuację moich mięśni i myśli.Chciałam zasnąć i moje zmęczenie pokazywało,że praktycznie już śpię,ale jednak sen nie przyszedł tak szybko jak oczekiwałam ja i moje ciało.
jak sie ciesze ze sie obudzil i ze wszystko z nim w porzadku, i ten pocalunek, widac ze go bardzo kocha ale boi sie swoich uczuc i mu to powiedziec,
OdpowiedzUsuńzaskakujesz mnie (pozytywnie oczywiscie) z kazdym nowym rozdzialem, szkoda tylko ze nn pojawi sie pod koniec maja ;( ale wiem ze nie pozaluje ze tyle czekalam ;)
jeju cudownie :( czekam na nastepny
OdpowiedzUsuńAle to było słodkie. Nareszcie się obudził ;) Ciekawi mnie reakcja jak Jack zareaguje na wiadomość, że Cat jest razem z nim w gangu. Z niecierpliwością czekam na następny ;)
OdpowiedzUsuń@daria_222
*______*
OdpowiedzUsuńJeju, jak słodko. :3
OdpowiedzUsuńRozdział przecudowny. ♥
Czekam nn. :))
http://without-commitment-jb.blogspot.com/
Boooski <33
OdpowiedzUsuń